Blog - Edukacja muzealna w Elblągu

„Taniec śmierci” na drzwiach

Zdjęcie: Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu

 „Taniec śmierci” na drzwiach

(Historia jednego przedmiotu cz. 164)

Wspólnie z Elbląską Gazetą Internetową portEl.pl publikowaliśmy cykl artykułów pt. „Historia jednego przedmiotu”, prezentowaliśmy w nich nasze najciekawsze eksponaty i opisywaliśmy ich historię.

Dziś będzie o malowanych drzwiach z motywem „tańca śmierci”.

Dzisiaj prezentujemy jeden z najbardziej interesujących zabytków znajdujących się w naszych zbiorach. Jest to skrzydło drzwiowe z zachowanymi żelaznymi, kutymi zawiasami, od strony wewnętrznej dekorowane kompozycją malarską, dzieło nieokreślonego malarza gdańskiego lub elbląskiego. Drzwi pochodzą z zakrystii ewangelickiego kościoła w Dworku na Żuławach, wzniesionego w 1831 roku. Kościół po II wojnie światowej był zdewastowany, a następnie rozebrany. Czas powstania obrazu: 2 ćwierć XVIII wieku wskazuje, że drzwi zostały wtórnie zamontowane z wcześniejszego kościoła lub przeniesione z innej, nieznanej świątyni żuławskiej.

Kompozycja malarska na drzwiach to jeden z wielu wariantów przedstawienia, tzw. „tańca śmierci”. Ten ikonograficzny motyw przedstawiał żyjących i zmarłych często w wielopostaciowym korowodzie tanecznym. Zmarli najczęściej byli ukazywani jako szkielety lub rozkładające się zwłoki. Wielopostaciowe kompozycje ilustrowały opozycję: żyjący – zmarli. Przedstawienie pary żyjącego i najczęściej szkieletu było odczytywane jako spotkanie człowieka ze śmiercią. Sens tych przedstawień miał unaoczniać nieuchronność śmierci oraz równość wszystkich wobec niej bez względu na wiek, płeć, pozycję społeczną. Niekiedy przedstawieniu towarzyszyły scenki z życia codziennego, co miało przypominać, że śmierć może przyjść w każdym momencie, najmniej spodziewanym. I odwrotnie, niekiedy śmierć omijała tych, którzy jej z utęsknieniem wyczekiwali: zniedołężniałych starców, ciężko chorych, dotkniętych głębokim nieszczęściem. Literackim odpowiednikiem „tańca śmierci” były różnego rodzaju dialogi ze śmiercią. Sens moralizatorski i religijny rozważań o śmierci był oczywisty. Wiązał się z nakazem oderwania się człowieka od spraw doczesnych, a skierowania uwagi na sprawy duchowe i ostateczne, wiążące się ze zbawieniem bądź potępieniem. Dlatego w niektórych rozbudowanych kompozycjach plastycznych znajdowały się także alegorie grzechów. Najchętniej przedstawiano grzech pierworodny, jako przyczynę poddania ludzi doświadczeniu śmierci i cierpienia. Motyw „tańca śmierci” był bardzo popularny w średniowieczu na obszarach niemieckich oraz we Francji. W Polsce pojawił się i zdobył popularność dopiero pod koniec XVII wieku. Najsłynniejszym polskim zabytkiem jest obraz z klasztoru Bernardynów w Krakowie. W tym samym czasie temat ponownie „ożył” na obszarze południowych Niemiec, Szwajcarii i Austrii, głównie w środowisku katolickim.

Prezentowany obraz jako pochodzący z lokalnego kościoła protestanckiego należy do dzieł unikalnych. Wyjątkowe jest także opracowanie kompozycji pod względem ideowym. Wydaje się, że przesłanie elbląskiego zabytku jest głębsze niż jedynie moralizatorskie upominanie typowego przedstawienia tańca śmierci.

Najbardziej uderzający jest brak interakcji między wyobrażonymi postaciami. One nie tańczą, nie rozmawiają. Elegancki, ubrany zgodnie z obowiązującą w pierwszej połowie XVIII wieku modą młody mężczyzna stoi zwrócony do widza, nieświadom obecności, a może obojętny na dwie znajdujące się za nim postaci. Ich rozpoznanie ułatwia napis: Hir geht die Zeit, Her koṁt der Todt [właściwie: Hin geht die Zeit, Her kommt der Todt, pol. Tu biegnie czas, tam nadchodzi śmierć]. Upływ czasu symbolizuje uskrzydlony młodzieniec w sandałach ze skrzydełkami i uskrzydloną klepsydrą na głowie, z wagą (?) w dłoniach. Nadciągająca śmierć została przedstawiona jako szkielet spowity w podkasaną suknię i rozwiany płaszcz. Czas biegnie, jak zwykle, nazbyt szybko, śmierć podąża za nim równie spiesznie…Grozę przedstawienia łagodzi jednak idylliczny krajobraz w tle oraz przedzierające się zza chmur promienie słoneczne. Wspomniana wyżej inskrypcja w centralnej części kompozycji, nazbyt nachalna nawet dla współczesnego odbiorcy – wobec oczywistej symboliki przedstawienia – jest odwołaniem, jak się wydaje, do drugiego wersu niezmiernie popularnej w XVIII wieku pieśni żałobnej autorstwa Aemilii Juliany von Schwarzburg z 1686 roku (inne źródła wymieniają 1695 r.): Wer weiss wie nahe mir mein Ende [pol. Któż wie, kiedy przyjdzie me skonanie, w tłumaczeniu prof. Mirosława Perza].

Treść pieśni wskazuje na pełne ufności i spokojne oczekiwanie na śmierć, która zaprowadzi do jedności w Chrystusie. Młodzieniec z obrazu, jak i każdy pobożny luteranin jest spokojny, bo przez udział w sakramencie Eucharystii ma już przedsmak życia wiecznego. Śmierć jest nie tylko zapowiedzią nieuchronnego końca, ale i początkiem nowej drogi, którą wskazuje Czas, nadzieją na Nowe Niebo i Nową Ziemię, dlatego jest nawet wyczekiwana. Nadzieję na zbawienie symbolizują przedzierające się zza chmur promienie słoneczne, a także stylizowana kotwica w dłoni alegorii Czasu. Fragment jednej z modlitw związanej z eucharystyczną liturgią luterańską brzmi następująco: „Daj nam oglądać jasność oblicza Twego na wieki, gdy powtórnie do nas przyjdziesz. Przemija, bowiem świat, ale trwa Królestwo Twoje na wieki. Dlatego prosimy: Przyjdź rychło, Panie!”.

Wspomniana pieśń występuje jeszcze we współczesnych śpiewnikach ewangelickich.

(Tekst pieśni, a nawet jej tłumaczenie dostępne są w sieci. Dzieło Aemilii Juliany von Schwarzburg było kilkakrotnie parafrazowane, m.in. przez samego Jana Sebastiana Bacha w kantacie nr 27 ).

Wiesława Rynkiewicz-Domino, kustosz MAH

Skip to content