EN PL

Blog - Edukacja muzealna w Elblągu

Tulipan a „sprawa europejska”

Zdjęcie: Talerz z fajansu pomorskiego zdobiony tulipanami (fot. MAH)

Tulipan a „sprawa europejska”

(Historia jednego przedmiotu cz. 26)

Wspólnie z Elbląską Gazetą Internetową portEl.pl publikowaliśmy cykl artykułów pt. „Historia jednego przedmiotu”, prezentowaliśmy w nich nasze najciekawsze eksponaty i opisywaliśmy ich historię.

Dzisiaj, zamiast historii pełnego przedmiotu, przedstawiamy historię jednego motywu dekoracji.

Na talerzach fajansowych w XVII i XVIII wieku bardzo często malowany był kwiat tulipana. Spotykamy go tak samo na wyrobach importowanych i na tych wytwarzanych przez miejscowych garncarzy. Lokalni rzemieślnicy przejęli bowiem bardzo szybko modę „na tulipany” wzorując się na wyrobach przywożonych przede wszystkim z Niderlandów.

Wykorzystywanie do zdobienia wyrobów garncarskich wizerunku tulipanów jest wyrazem swoistego uwielbienia tych kwiatów przez ówczesnych Europejczyków. Było to zjawisko tak niespotykane, że określano je wręcz mianem tulipomanii (takiego, bardzo trafnego określenia użył Zbigniew Herbert w książce „Martwa natura z wędzidłem”), po holendersku to tulpenwoede, czyli mania tulipanowa…

Pierwszy raz Europejczycy poznali urodę tego kwiatu około połowy XVI wieku, gdy został przywieziony z Imperium Otomańskiego przez Ogiera de Busbecq, posła austriackiego na dworze Sulejmana Wspaniałego w Konstantynopolu. Nie wiadomo dlaczego, niebawem rozpętało się istne szaleństwo na jego punkcie. Wkrótce cebulki różnych odmian tulipana stały się przedmiotem spekulacji, a co za tym idzie tak źródłem bogactwa, jak i krachu finansowego wielu ludzi.

Pierwsze udokumentowane objawy „umiłowania” tulipanów pochodzą już z początku XVII wieku, z Francji. W roku 1608 za jedną cebulkę rzadko spotykanej odmiany pewien malarz oddał swój młyn. Niekiedy cały posag to właśnie sadzonka tulipana. Gdzieś indziej za cebulkę tulipana został oddany cały browar…

Największa tulipomania zapanowała w Holandii. W połowie XVII wieku znanych jest tam kilkaset odmian tulipana. Ich fantazyjne nazwy brzmią bardzo różnie, np.: Szmaragd, Królewski agat, Diana, Arlekin, Pstry, Dziewica, Król. Najbardziej ceniony był Semper Augustus, który kosztował pięć tysięcy florenów, czyli równowartość domu z rozległym ogrodem. Niekiedy za cebulki płacono w naturze. I tak, cebulka tulipana o nazwie Wice-Król jego nabywcę kosztowała: dwa wozy pszenicy, cztery wozy żyta, cztery tłuste woły, osiem tłustych świń, dwanaście tłustych owiec, dwie beczki wina, cztery baryłki przedniego piwa, tysiąc funtów sera, łóżko, ubranie i srebrny puchar.

Trudno się zatem dziwić, że gorączka tulipanów ogarniała całe Niderlandy. Tym bardziej, że bardzo szybko rozchodziły się pogłoski o zdobywanych wielkich fortunach, jak np. o mieszkańcu Amsterdamu, który mając jedynie mały ogródek dorobił się w ciągu czterech miesięcy 60 000 florenów.

Kres tego szaleństwa przyszedł w 1637 roku. W kwietniu tegoż roku Stany Generalne (parlament niderlandzki) wydały dekret, który anulował spekulacyjne umowy, a także ustalał maksymalną cenę za cebulkę tulipana na 50 florenów.

Znacznie dłużej tulipany były jednym z ulubionych motywów dekoracyjnych malowanych na naczyniach ceramicznych. Na wytworach lokalnego rzemiosła były malowane jeszcze na początku XIX wieku.

Kupując dzisiaj w kwiaciarni za kilka złotych kwiat tulipana, popatrzmy na niego inaczej i spróbujmy zobaczyć w nim to, co rozpalało wielkie żądze kilka wieków temu.

Mirosław Marcinkowski, Kustosz Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu

Skip to content