EN PL

Blog - Edukacja muzealna w Elblągu

Z zeszytu szkolnego

Zdjęcie: Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu

Z zeszytu szkolnego

(Historia jednego przedmiotu cz. 139)

Wspólnie z Elbląską Gazetą Internetową portEl.pl publikowaliśmy cykl artykułów pt. „Historia jednego przedmiotu”, prezentowaliśmy w nich nasze najciekawsze eksponaty i opisywaliśmy ich historię.

Dziś o zeszycie szkolnym, a także o … nieprzydatności łaciny i skuteczności policzkowania.

Pewnie trudno uwierzyć uczniom rozpoczynającym właśnie nowy rok szkolny, że ich zeszyty szkolne mogą stać się po latach interesującym źródłem historycznym. Dowodem na to jest zeszyt z roku szkolnego 1943/44, znaleziony w jednym z elbląskich przedwojennych domów i należący niegdyś do anonimowej uczennicy uczęszczającej prawdopodobnie do Kaiserin-Auguste-Viktoria-Schule (Städtisches Oberlyzeum und Frauenschule). Właścicielka zeszytu rozpoczęła właśnie tzw. Oberstufe, jak nazywano ostatnie klasy – od szóstej do ósmej. Zgodnie z przeprowadzonymi po 1933 r. reformami szkolnictwa w duchu narodowosocjalistycznym, w III Rzeszy koedukacyjność szkół stała się zjawiskiem niepożądanym. Uczennice szkół średnich mogły po ukończeniu piątej klasy wybrać jeden z dwóch profili kontynuacji nauki – językowy lub wdrażający do prowadzenia gospodarstwa domowego, przy czym szczególnie zalecany był ten drugi. W III Rzeszy bowiem tzw. 3 K, czyli „Kinder, Küche, Kirche” („dzieci, kuchnia, kościół”) przestały być tylko nośnym sloganem, a stały się rzeczywistą, propagowaną odgórnie wizją roli i pozycji kobiety w społeczeństwie. Wymowną ilustracją tego poglądu są trzy płaskorzeźby umieszczone nad wejściem do niegdysiejszej szkoły zawodowej dla dziewcząt przy ulicy Królewieckiej w Elblągu (wybudowanej wszakże kilka lat przed dojściem nazistów do władzy), przedstawiające dziewczynki podczas przynależnych im „kobiecych” zajęć: gotowania, opieki nad niemowlęciem i robienia na drutach.

Hitler wygłaszał przy różnych okazjach rozmaite bon moty na temat kobiet. W przemówieniu skierowanym w 1934 r. do członkiń NS-Frauenschaft, kobiecej „przybudówki” NSDAP, stwierdzał: „Świat mężczyzny jest w porównaniu do kobiecego wielki. Światem kobiety jest mężczyzna. O wszystkim innym myśli ona jedynie okazyjnie. To jest właśnie ta olbrzymia różnica”. Wtórowali mu inni naczelni ideolodzy narodowego socjalizmu, jak Curt Rosten, autor narodowosocjalistycznego „elementarza” pt. „Das ABC des Nationalsozialismus”: „Kobiet nie pociąga fabryka ani biuro, nie pociąga ich wreszcie parlament. Ognisko domowe, kochający mąż, gromadka szczęśliwych dzieci są bliższe ich sercu”. Nie kończyło się tylko na przemówieniach. Nowy reżim wprowadził szereg ograniczeń odnośnie kobiecej aktywności zawodowej: tolerowana była ona zasadniczo, choć też z ograniczeniami, jedynie w przypadku kobiet, którym bytu nie zapewniał mąż. Na mocy wprowadzonych już w 1933 r. przepisów zwolniono z pracy kobiety, których mężowie zatrudnieni byli w służbie cywilnej. Na tym nie koniec – wypłatę korzystnej pożyczki dla młodych małżeństw na „urządzenie się” uzależniono od tego, czy młoda mężatka porzuci pracę zawodową, a o posadę urzędniczą mogły się ubiegać kobiety wyłącznie po ukończeniu 35. roku życia. Wreszcie w 1936 r. zabroniono Niemkom wykonywania zawodu sędzi i adwokatki. Uregulowania te miały dwa cele: zwalczanie bezrobocia wśród mężczyzn poprzez wyeliminowanie kobiecej konkurencji oraz „wtłoczenie” kobiet w tradycyjne role żon, matek i gospodyń domowych. Pewien odwrót od tej polityki nastąpił dopiero w przededniu II wojny światowej, kiedy to zdano sobie sprawę, że powołanych na front mężczyzn trzeba będzie zastąpić na zwolnionych przez nich posadach, zarówno w urzędach, jak i przemyśle, handlu i usługach. Nadal jednak, według słów Hitlera wypowiedzianych na kongresie kobiet w Norymberdze w 1935 r., polem bitwy kobiet miało być rodzenie dzieci, w związku z czym np. od 1938 r. przyznawano wielokrotnym matkom krzyże zasługi.

Na pierwszych stronach omawianego zeszytu jego właścicielka uzasadnia słuszność wyboru dalszej ścieżki edukacji, a mianowicie profilu skoncentrowanego na gospodarstwie domowym. Jak stwierdza, nabycie umiejętności w dziedzinach takich jak gotowanie, robótki ręczne, pielęgnacja niemowląt i uprawianie ogrodu będzie bardzo przydatne w późniejszym dorosłym życiu, ale nabyte umiejętności może wykorzystać już teraz, pomagając matce przy przygotowaniu posiłków dla rodziny lub wykonując własnoręcznie prezenty dla bliskich. Z kolei, jak dowodzi autorka, nie potrzebna jej będzie łacina, gdyż wszak nie pragnie zostać lekarką ani aptekarką. Pozostałe wypracowania (oceniane zwykle na ocenę dostateczną) to m. in. relacja z wizyty w teatrze (szkoła wybrała się na inscenizację opery „Wolny strzelec” Carla Marii von Webera) oraz rozprawka na temat: „Dzieci podczas zabawy” i sprawozdanie z praktyk odbytych w przedszkolu. W przeciwieństwie do pierwszego wypracowania na temat nadziei i planów związanych z wybranym profilem edukacji, sprawiającego wrażenie pisanego „pod dyktando” i zgodnie z oczekiwaniami nauczyciela, w sprawozdaniu z przedszkolnych praktyk autorka daje upust swoim bardzo szczerym wrażeniom, m. in. opisując trudny do zniesienia i przyprawiający ją o mdłości zaduch panujący podczas ordynowanych dzieciom naświetlań lampą kwarcową, co – jak wierzono – miało mieć zbawienny wpływ na ich zdrowie, a przede wszystkim zapobiegać krzywicy. Uczennica opisuje także – wówczas zupełnie powszechne i niebudzące niczyjego sprzeciwu – metody pedagogiczne w postaci kar cielesnych, stwierdzając, iż początkowo miała opory przed policzkowaniem dzieci, nad którymi sprawowała opiekę, szybko je jednak przełamała, gdy przekonała się, że sama perswazja nie przynosi spodziewanych efektów.

Zawartość kajetu świadczy o dość mocno ograniczonym spektrum zainteresowań, które ówczesna szkoła miała zaszczepiać i rozwijać w swoich uczennicach, a do których należało przygotowywanie się do zadań związanych z prowadzeniem domu i opieką nad dziećmi, wzbogacane okazjonalnie partycypowaniem w kulturze, jednak w starannie okrojonym wymiarze, ograniczonym do „słusznych” dzieł, tworzonych przez „właściwych” twórców, najchętniej z niemieckiego kręgu kulturowego. Zeszyt można zobaczyć na wystawie „Świadectwa”.

dr Joanna Szkolnicka, adiunkt MAH

Skip to content