EN PL

Blog - Edukacja muzealna w Elblągu

Legenda świętego Mikołaja cz.3

Sinterklass

Santa Claus, czyli zachód

Napisaliśmy już, jak kształtował się kult świętego Mikołaja i jakimi drogami przyszedł do Europy. Tutaj, zupełnie inaczej niż w Rosji, zaadaptowano postać świętego.

Jak narodził się pomysł przynoszenia dzieciom prezentów?

Zwyczaj rozdawania prezentów w dniu Świętego Mikołaja ma swoje źródło w różnych legendach. Pierwszą jest ta o trzech córkach. Mówi ona, że zubożały nagle mieszczanin, nie mając pieniędzy na posag, postanawia wysłać swoje córki na nierząd. Mikołaj – widząc jego zmartwienie – postanawia mu pomóc. Nocą, hołdując ewangelicznej zasadzie, by „dawać w ukryciu”, podrzuca przez okno sakiewkę z pieniędzmi. Na drugi dzień uradowany ojciec od razu wydaje pierwszą córkę za mąż. Kolejnego dnia sytuacja się powtarza i druga córka wychodzi z domu jako mężatka. Mieszczanin postanawia kolejnej nocy nie spać, by dowiedzieć się, kto jest tym hojnym ofiarodawcą. Oczywiście, udaje mu się złapać darczyńcę i rozpoznaje w nim swojego sąsiada, którego z resztą wcześniej nie darzył sympatią. Ta legenda stała się podstawą do podrzucania prezentów w sposób niezauważony – nocą. Niektóre wersje tej legendy, podobnie jak przedstawienia ikonograficzne, pokazują, że podarunki Mikołaja miały postać nie sakiewek, lecz – złotych jabłek. Stąd, niektórzy badacze wskazują, że pierwszymi podrzucanymi nocą podarkami były właśnie okrągłe jabłka, pomarańcze, orzechy czy pierniczki.

Kolejna legenda opowiada o żeglarzach. Oto podczas sztormu, kiedy statek zaczął tonąć, nieszczęśnicy zaczęli modlić się do Świętego Mikołaja. Wtem przy nich pojawił się ów Biskup, wydobył statek z topieli, nakazał uciszyć się wiatrowi, a potem zniknął. Żeglarze dopłynęli do portu, potem dotarli do Miry, gdzie odnaleźli Mikołaja, by mu podziękować. Ten jedynie nakazał im milczenie i skłonił do zmiany obyczajów. Ta legenda stała u podstaw XV-wiecznego zwyczaju zwanego Schiffchensetzen, czyli stawianie stateczków. Dzieci, z dostępnych sobie surowców i materiałów, konstruowały małe łódeczki i stawiały je w widocznym miejscu, by w nocy nieznany darczyńca mógł wypełnić je łakociami. Z czasem łódeczki zastąpiły buty, skarpety i talerze.

Na gruncie anglosaskim rozpowszechniła się ciekawa legenda, tłumacząca przynoszenie prezentów do skarpet. Według tego podania, Mikołaj pomagał często biednym rodzinom podrzucając im potrzebne rzeczy i robił to różnymi sposobami. Historia mówi o biednych robotnikach, którzy po całodniowej pracy wracali do domu i wieczorem przy kominie suszyli swoje przemoczone od chodzenia po śniegu wspomniane części odzieży. Mikołaj natomiast miał przez komin podrzucać im monety, a one miały lądować właśnie wprost do owych skarpet.

Historia Mikołaja

Jeśli przyjrzymy się świętowaniu zimowemu, możemy zauważyć, że ma ono bardzo dużo elementów zabawowych. Jest to związane z czasem przejścia z jednego roku do drugiego. Już w XI wieku benedyktyn ze St. Gallen – Ekkehard IV – opisał grę w dziecięcego biskupa. Jest to najstarsza wzmianka. Zabawa odbywała się w trzech terminach: w dzień niewiniątek (28 grudnia), Nowy Rok i – od XIII wieku – w dzień Świętego Mikołaja (6 grudnia). Polegała na tym, że dzieci z przyklasztornych szkół wybierały spośród siebie jednego chłopca, który na ten jeden dzień zostawał biskupem, opatem bądź, jak w Augsburgu – papieżem dziecięcym. Wybraniec był wyposażany w szaty biskupie i „panował” nad swoimi kolegami. Święto to, oczywiście, było jedną z form celebrowania święta głupców. Tradycja nie była mile widziana ani w kręgach luterańskich, ani katolickich, dlatego w XVIII wieku zanikła całkowicie.

Martin Joseph von Reider, Zabawa w dziecięcego biskupa, Bamberg, XVI w. (źródło: wikipedia)

W XVI wieku, w atmosferze burzy po reformacji, odbył się sobór trydencki. Podczas tego wydarzenia, między innymi, nałożono na biskupów obowiązek wizytacji swoich parafii, by mogli dowiedzieć się, co się w nich dzieje. Niewykluczone, że wpłynęło to na spopularyzowanie tradycji, według której co roku przebrany za biskupa mężczyzna, niekiedy z pomocnikiem, obchodził wieś – egzaminując napotkane w domach dzieci z katechizmu i pytając, czy były grzeczne w ostatnim czasie.

W wielu krajach istniały różne postaci ludowe, które mogły nawiązywać do figury Świętego Mikołaja. W Wielkiej Brytanii istniał Father Christmas (postać symbolizująca świąteczny dostatek), we Francji – Père Noël (Ojciec Świąteczny), w Danii – Julemanden (Przyjeżdżający w towarzystwie elfów), w Finlandii – Joulupukki (świąteczny Kozioł), w Norwegii – Julenisse (świąteczny Skrzat), w Niemczech – Christkind (dzieciątko Jezus), Weichnachtsmann (świąteczny Mężczyzna) lub Pelznickl (Mikołaj w futrach). W Holandii był to Sinterklaas (Przybywający na białym koniu/statku). Ta ostatnia postać okazała się bardzo istotna, ponieważ miała największy wpływ na ukształtowanie dzisiejszego wizerunku Santa Clausa.

Pierwsze wzmianki o Sinterklaasie pojawiły się w Holandii już w XV wieku. Była to postać ubrana na czerwono, w strój biskupi – miała długą, siwą brodę i włosy. Pojawiał się w kościołach organizując zbiórkę dla biednych. 5 grudnia bogaci ludzie mieli wkładać mu do buta monety, a 6 – datki były przekazywane ubogim. Pomimo wielu negatywnych głosów (nawet ze strony samego Marcina Lutra), krytykujących tego typu praktyki, zwyczaj przetrwał do dzisiaj, przeradzając się w rodzaj festiwalu. Według legend Sinterklaas miał pojawiać się na białym koniu na dachach wraz ze swoim czarnoskórym pomocnikiem Zwarte Piet, w celu podrzucania przez komin prezentów. Zaś do samej Holandii miał przypływać statkiem z Hiszpanii.

Schenkman-Nikolaas, 1850, Sinterklaas i Zwarte Piet z białym koniem na dachach (źródło: wikipedia)

Proces transformacji wizerunku Mikołaja z postaci biskupa do postaci „czerwonego grubaska” trwa już ponad 150 lat. Wszystko zaczęło się w Ameryce. Wśród miast zakładanych przez Hiszpanów, Francuzów, Anglików czy Holendrów znalazł się Nowy Amsterdam, założony przez tych ostatnich na wyspie Manhattan. W 1624 r. został on zdobyty przez Anglików i przemianowany na Nowy Jork. Mieszkającym w okolicy Holendrom udało się jednak pozostać przy swoich obrzędach, wśród których poczesne miejsce zajmowało święto z postacią Sinterklaasa. Anglicy, nie mogąc wymówić tego akurat imienia własnego, zaczęli nazywać go Santa Clausem.

W 1809 r. Waschington Irving – w opublikowanej historii Nowego Jorku – opisał Holendrów oraz ich obyczaje w sposób nieco humorystyczny. W jego relacjach Mikołaj miał być pozbawiony szat biskupich i atrybutów chrześcijańskich, w to miejsce zaś przybywał na skrzydlatym koniu – Pegazie. Irwing w młodości zwykł chodzić od domu do domu, żeby robić różne psoty, więc w ten sposób ucharakteryzował właśnie Mikołaja.

W poemacie A Visit From Saint Nicolaus Wiliama Giley’a z 1821 r. Mikołaj dostał nowy image. Autor upodobnił go do skandynawskiego gnoma – postaci niskiego wzrostu, z dużym brzuchem, ubranego w czerwony kożuch i jeżdżącego saniami z zaprzęgiem reniferów. I tym razem nie przybywającego już 6 grudnia, ale – w wigilię Bożego Narodzenia (24 grudnia).

Po pojawieniu się interesującej nas, zdesakralizowanej postaci w książkach i poematach, przyszedł czas na prasę. Amerykański rysownik Thomas Nast – na łamach nowojorskiego czasopisma „Harper’s Weekly” – ukazał całkowicie inny wizerunek Mikołaja. Był on niski, rubaszny, otyły, ubrany w czerwoną czapkę i kubrak. Mieszkał już na biegunie i zajmował się wyrabianiem zabawek dla dzieci. W podpisie pod grafiką pojawiło się imię świętego w brzmieniu: Santa Claus. W latach 1860–1880 periodyk wielokrotnie publikował rysunkowe, bożonarodzeniowe historie Nasta.

Po nowinkach prasowych przyszedł czas na ostatni etap – komercjalizację wizerunku. W słynnej kampanii reklamowej Coca-Coli z 1831 r. koncern Holdban Sundblom wykreował nową twarz Santa Clausa. Tutaj jest on już wysokim, jowialnym mężczyzną z białymi włosami i brodą, ubranym w czerwony kożuch z białymi elementami. To dzięki Coca-Coli czerwień, jako kolor firmowy koncernu, stała się nieodłącznym atrybutem figury świętego (wcześniej Mikołaj był przedstawiany w różnych kolorach). W sposób świadomy Holdban Sundblom przydał promowanej postaci charakter odświętny – windując zarówno samego Santa Clausa, jak i swój produkt (napój) na poziom wyjątkowego luksusu. Dzięki temu zabiegowi chłodna i mało popularna w okresie zimy Coca-Cola stała się rzeczą niezwykle pożądaną przez konsumentów. Prototypem nowego Mikołaja był emerytowany sprzedawca Lou Prentice.

W Polsce postać „coca-colowego” świętego na dobre zagościła w latach 80-tych XX wieku.

Na Żuławach przed drugą wojną światową Hans Meyer zanotował, że dzień Mikołaja (6 grudnia) stanowił pierwszą zapowiedź świąt Bożego Narodzenia. Jako ten „czerwony z czapką” występował niezwykle rzadko (Lublewo, Giemlice). Dzieci wystawiały buty, w których o świcie odnajdywały orzechy, jabłka i pierniczki (Pfeffernüssen, Steinpflaster, Thorner Katharinchen). Czasami zamiast butów wystawiano na parapetach talerze. W Giemlicach (Cedry Wielkie) od 5 do 23 grudnia buty pojawiały się koło drzwi nawet codziennie; dzieci dostawały jednak to, na co rzeczywiście zasłużyły – nierzadko były to rózgi. W Stablewie i Płoni Wielkiej wystawiano buty przed każdą niedzielą adwentu. Przy okazji dnia Mikołaja i pory adwentu warto także zwrócić uwagę na to, że – na gruncie niemieckim – popularne było jedzenie w większych ilościach pierniczków. Królowały one na stołach praktycznie przez cały ten czas, już od pierwszej, obchodzonej w sposób niezwykle uroczysty niedzieli adwentu.

Niech w butach naszych pociech także i w bieżącym roku nie zabraknie owych słodkich, niejednokrotnie przyprawionych cynamonem, niespodzianek!…

Skip to content